🐚 Mowa Pogrzebowa Dla Taty Forum
Pt, 12-06-2015 Forum: Kraj - PO-mowa pogrzebowa Pogrzebowy brak wyczucia Sytuacja - przyjacielowi rodziny umiera dorosła córka (po długiej chorobie).
Wiązanka Pogrzebowa LXIII. 169.00 PLN Dostawa gratis! Zobacz więcej. Wiązanka pogrzebowa LXV. 159.00 PLN Dostawa gratis! Dla Taty Kwiaty Kwiaty + dodatki
Licytuj: Mowa pogrzebowa na cześć X. A. Czartoryskiego i odbierz w mieście Warszawa. Szybko i bezpiecznie w najlepszym miejscu dla lokalnych Allegrowiczów.
życzenia dla odchodzącego pracownika z pracy dedykacje dla koleżanki odchodzącej z pracy życzenia dla odchodzącego pracownika wiersz na pożegnanie pracownika Czy dywizjon 303 jest powieścią reportażową ? dedykacje do książki dla pracownika na pożegnanie podziękowania dla nauczyciela przejście na emeryturę przemówienie
Mowa pogrzebowa, Kielce. 125 mentions J’aime. Przemówienie przypomina skrócony życiorys przeplatany cytatami z książek, fragmentami wierszy.
Tłumaczenia w kontekście hasła "mowa pogrzebowa" z polskiego na francuski od Reverso Context: Czemu to brzmi jak mowa pogrzebowa?
Mowa pogrzebowa ma charakteryzować się doniosłością i powagą. Pisząc ją, możemy kierować się następującym schematem: Jak napisać mowę pogrzebową? – schemat Apostrofa „Drodzy zebrani”; Wstęp, w którym zawrzemy przyczynę wygłoszenia i możemy dodać, co łączyło nas ze zmarłym (jaki związek, stopień pokrewieństwa);
Pojedyncze kwiaty rodzime dla Polski są dość tanie, nawet w sezonie zimowym. Należy pamiętać przy tym, że wiązanka pogrzebowa to przede wszystkim forma pożegnania, a nie okazja do wyróżnienia się w tłumie. Kompozycja kwiatowa nie musi być sporządzona z niespotykanych elementów, aby należycie uczcić osobę, która odeszła.
Translations in context of "moją mową pogrzebową" in Polish-English from Reverso Context: Poza tym mogę poświęcić czas z panią Grubman, by popracować nad moją mową pogrzebową.
GZKe1s. Mowa pogrzebowa ku czci Ateńczyków poległych w pierwszym roku wojny peloponeskiej, zrelacjonowana przez Tukidydesa w Wojnie peloponeskiej. Wielu z tych, którzy z tego miejsca przede mną przemawiali, chwaliło tego, kto wprowadził zwyczaj wygłaszania mów na pogrzebie, gdyż piękną jest rzeczą czcić słowem poległych na wojnie. Mnie zaś wydawałoby się rzeczą wystarczającą, żeby ludziom, którzy dzielność czynem okazali, również czynem cześć wyrażać, tak jak to widzicie na tym na koszt państwa urządzonym pogrzebie, a nie uzależniać zasług wielu bohaterów od talentu lepszego czy gorszego mówcy. Trudno jest bowiem zachować umiar w takim przedmiocie, gdzie z trudem tylko można przekonać słuchaczy o prawdzie swoich słów. Słuchacz bowiem życzliwy i znający wypadki łatwo może uważać, że w stosunku do tego, co wie i czego sobie życzy, przemówienie jest zbyt skromne; natomiast nie znający sprawy słysząc o czymś przerastającym jego własne możliwości skłonny jest z zawiści uważać, że pochwały są przesadzone. Tak dalece bowiem tylko może słuchacz znieść pochwały cudzych czynów, jak dalece sam uważa się za zdolnego do czynów, o których słyszy; jeżeli zaś coś wyrasta ponad jego możliwości, zawiść budzi niewiarę. Skoro jednak przodkowie nasi uznali ten zwyczaj za piękny, muszę i ja, idąc za tradycją, postarać się jak najlepiej odpowiedzieć życzeniom i oczekiwaniom każdego z was. Zacznę najpierw od przodków: jest rzeczą słuszną i właściwą uczcić ich wspomnieniem przy obecnej uroczystości. Zamieszkując bowiem ten sam kraj w nieprzerwanym ciągu po- koleń, dzięki swej dzielności przekazali go nam jako kraj wolny. Godni są oni pochwały, lecz jeszcze większej pochwały godni są nasi ojcowie. Do spadku bowiem, jaki otrzymali, nie bez trudu dodali tę potęgę, którą my obecnie mamy, i nam ją przekazali. Lecz najwięcej dokonaliśmy sami, nasze pokolenie, będące teraz w sile wieku; myśmy uczynili to państwo zupełnie niezawisłym i silnym zarówno w czasie pokoju jak i wojny. Lecz ani o tych czynach wojennych, dzięki którym powiększyliśmy naszą potęgę, ani o tym, jak to my sami czy też nasi ojcowie stawialiśmy z zapałem czoło czy to barbarzyńcom, czy też Grekom, nie będę mówił, gdyż nie chcę się rozwodzić nad rzeczami ogólnie znanymi; zanim jednak przejdę do pochwały poległych, pragnę wyjaśnić, dzięki jakim wysiłkom doszliśmy do tej potęgi oraz dzięki jakim formom ustrojowym i jakim cechom charakteru nasze państwo stało się wielkie. Uważam bowiem, że godzi się to poruszyć w czasie dzisiejszych uroczystości i że trzeba, by się o tym dowiedzieli licznie tutaj zebrani obywatele i cudzoziemcy. Nasz ustrój polityczny nie jest naśladownictwem obcych praw, a my sami raczej jesteśmy wzorem dla innych niż inni dla nas. Nazywa się ten ustrój demokracją, ponieważ opiera się na większości obywateli, a nie na mniejszości. W sporach prywatnych każdy obywatel jest równy w obliczu prawa; jeśli zaś chodzi o znaczenie, to jednostkę ceni się nie ze względu na jej przynależność do pewnej grupy, lecz ze względu na talent osobisty, jakim się wyróżnia; nikomu też, kto jest zdolny służyć ojczyźnie, ubóstwo albo nieznane pochodzenie nie przeszkadza w osiągnięciu zaszczytów. W naszym życiu państwowym kierujemy się zasadą wolności. W życiu prywatnym nie wglądamy z podejrzliwą ciekawością w zachowanie się naszych współobywateli, nie odnosimy się z niechęcią do sąsiada, jeśli się zajmuje tym, co mu sprawia przyjemność, i nie rzucamy w jego stronę owych pogardliwych spojrzeń, które wprawdzie nie wyrządzają szkody, ale ranią. Kierując się wyrozumiałością w życiu prywatnym, szanujemy prawa w życiu publicznym; jesteśmy posłuszni każdoczesnej władzy i prawom, zwłaszcza tym nie pisanym, które bronią pokrzywdzonych i których przekroczenie przynosi powszechną hańbę. Myśmy też stworzyli najwięcej sposobności do wypoczynku po pracy, urządzając przez cały rok igrzyska i uroczystości religijne oraz pięknie zdobiąc nasze prywatne mieszkania, których urok codzienny rozprasza troski. Z powodu zaś wielkości miasta zwozi się tutaj towary z całej ziemi; możemy tedy na równi rozkoszować się wytworami obcych narodów co i naszymi własnymi. I w sprawach wojennych różnimy się od nieprzyjaciół. Miasto nasze pozostawiamy otwarte dla wszystkich; nie zdarza się, żebyśmy wydalali cudzoziemców i nie pozwalali komuś uczyć się u nas albo patrzeć na coś, co mogłoby się przydać naszym wrogom: mamy bowiem zaufanie nie tyle do przygotowań i podstępów wojennych, ile do własnej odwagi w działaniu. Inni przez twarde i pełne trudów wychowanie i ćwiczenie już we wczesnej młodości dochodzą do męskiej odwagi, my zaś żyjąc w sposób bardziej swobodny z niemniejszą odwagą stawiamy czoło równym niebezpieczeństwom. A oto dowód: Lacedemończycy nigdy nie wyruszają przeciw naszemu krajowi sami, tylko ze świtą sprzymierzeńców; my zaś atakując naszych sąsiadów przeważnie bez trudu odnosimy zwycięstwa walcząc w kraju nieprzyjacielskim przeciw ludziom, którzy bronią własnej ziemi. Z całą naszą siłą zbrojną nie spotkał się jeszcze żaden nieprzyjaciel, dlatego że siły nasze rozdzieliliśmy między flotę i armię lądową, którą rozsyłamy w różne strony. Jeśli zaś nieprzyjaciel spotka się z jakąś cząstką sił i kogoś z naszych pokona, to chełpi się, że odparł całą naszą siłę zbrojną, w razie zaś klęski twierdzi, że został przez całe nasze siły pokonany. Przecież jeśli idziemy naprzeciw niebezpieczeństw raczej w lekkim nastroju niż wśród trudów i mozołów i jeśli odwaga nasza jest raczej wrodzona niż płynąca z posłuszeństwa prawom, to mamy ten zysk, że z góry nie zamęczamy się przykrościami, które może ze sobą przynieść przyszłość, a kiedy nadejdą, nie okazujemy się mniej odważnymi od tych, którzy stale się trudzą. Państwo nasze jest godne podziwu i pod tymi względami, i pod wielu innymi. Kochamy bowiem piękno, ale z prostotą, kochamy wiedzę, ale bez zniewieściałości, bogactwem się nie chwalimy, lecz używamy go w potrzebie; przyznanie się do ubóstwa nie przynosi nikomu ujmy, jednakże jest ujmą, jeśli ktoś nie stara się z niego wydobyć. U nas ci sami ludzie, którzy zajmują się sprawami państwa, zajmują się także swymi osobistymi, a ci, którzy ograniczają się tylko do swego rzemiosła, znają się także na polityce. Jesteśmy jedynym narodem, który jednostkę nie interesującą się życiem państwa uważa nie za bierną, ale za nieużyteczną. Zawsze sami oceniamy wypadki i staramy się wyrobić sobie trafny sąd; nie stoimy na stanowisku, że słowa szkodzą czynom, lecz że najpierw trzeba się dać pouczyć słowom, zanim się do czynów przystąpi. I w tym bowiem mamy przewagę nad innymi, że łączymy najwyższą śmiałość z najstaranniejszym obmyśleniem planów; u innych nieznajomość sytuacji prowadzi do zuchwalstwa, a rozsądek do bojaźliwego zwlekania. Za najdzielniejszych duchem słusznie można by uznać tych, którzy znając na równi grozę jak i słodycz życia nie ustępują przed niebezpieczeństwem. Również w sposobie odnoszenia się do ludzi różnimy się od innych; zdobywamy sobie przyjaciół przez świadczenie dobrodziejstw, a nie przez ich przyjmowanie. Ten zaś, kto wyświadczył dobrodziejstwo, jest pewniejszy w przyjaźni od tego, kto je otrzymał, gdyż stara się w tym, komu je wyświadczył, utrzymać uczucie zobowiązania w stosunku do siebie przez dalsze przysługi; ten zaś, komu wyświadczono przysługę, mniej dobrym jest przyjacielem, ponieważ wie, że odwzajemnienie się z jego strony przyjęte będzie jako spłacenie należnego długu. My też jesteśmy jedynym narodem, który bez obawy wspomaga innych, nie tyle licząc na korzyść, ile kierując się pełną zaufania wielkodusznością. Krótko mówiąc twierdzę, że państwo nasze jako całość jest szkołą wychowania Hellady, i wydaje mi się, że u nas każda jednostka może z największą swobodą przystosować się do najrozmaitszych form życia i stać się przez to samodzielnym człowiekiem. A że nie są to okolicznościowe przechwałki, ale rzeczywista prawda, na to wskazuje potęga naszego państwa, którą zdobyliśmy dzięki tym cechom charakteru. Państwo nasze jest jedyne spośród współczesnych, które okazuje się w ogniu próby silniejsze niż opinia, jaką posiada; jedyne, które u napastników nie wywołuje oburzenia na ciosy, jakie im wymierza, ani u poddanych skargi, że rządzą nimi niegodni. Potęga naszego państwa, poświadczona przez tyle wspaniałych dowodów, podziw budzić będzie u współczesnych i u potomnych. Nie potrzebujemy ani Homera jako chwalcy, ani innego poety, który wprawdzie na chwilę radość swą poezją przyniesie, lecz którego obrazom kłam zada rzeczywistość. Państwo nasze dlatego budzi podziw, że swoją odwagą zmusiliśmy wszystkie morza i lądy, aby stały się nam dostępne, i że wszędzie postawiliśmy wieczne pomniki klęsk przez nas zadanych i dobrodziejstw przez nas wyświadczonych. W obronie takiego miasta polegli odważnie ci oto, nie chcąc go stracić; w obronie tego miasta także wszyscy pozostali przy życiu muszą być gotowi do cierpień. Dlatego tak obszernie mówiłem o państwie, aby wskazać, że nie o te same wartości walczymy co ci, którzy nie mają nic z tego, co my posiadamy, i aby tę moją pochwałę ku czci poległych wzmocnić oczywistymi dowodami. Najważniejszą jej część już wypowiedziałem: to wszystko bowiem, co podniosłem na chwałę naszego państwa, zawdzięcza ono dzielności tych oto poległych i im podobnych. I niewielu jest Hellenów, u których pochwała i czyny tak by się, równoważyły jak u nich. Ich śmierć wydaje mi się najlepszym dowodem ich dzielności, częściowo jej pierwszym objawieniem, częściowo ostatecznym ukoronowaniem. Bo nawet jeśli idzie o tych, którzy nie byli najlepsi, to męstwo okazane w wojnach w obronie ojczyzny godzi się zapisać na ich dobro; dobrym bowiem czynem zmazali zły i więcej pożytku przynieśli dobru ogólnemu niż szkody poszczególnym jednostkom. Z tych zaś bohaterów nikt nie stchórzył, by dłużej cieszyć się bogactwem, nikt żyjąc w ubóstwie nie usunął się z drogi niebezpieczeństwu w nadziei, że kiedyś się wzbogaci. Pragnienie, by pomścić się na nieprzyjacielu, było u nich silniejsze niż pragnienie bogactw, a ze wszystkich niebezpieczeństw to niebezpieczeństwo uznali za najpiękniejsze; za cenę tego niebezpieczeństwa pragnęli osiągnąć zemstę oraz spełnienie swych życzeń; w sferze nadziei pozostawili to, co było dla nich zakryte — niepewność zwycięstwa — zdecydowali się zaś na to, co było widoczne — na czyn. Uważali, że piękniej jest walczyć i cierpieć, niż ustąpić i ocalić życie; w ten sposób umknęli niesławy i złożyli siebie w ofierze; odeszli z tego świata nagle, raczej pełni nadziei niż obawy. Zaiste godnymi naszego państwa okazali się ci mężowie. Tym, którzy ocaleli, należy życzyć pomyślniejszego losu, lecz i domagać się, żeby niemniejszą odwagę objawili wobec nieprzyjaciela. Niech myślą nie tylko o długich mowach pochwalnych, w których porusza się sprawy dobrze wszystkim znane i głosi, że walka w obronie ojczyzny jest rzeczą piękną, lecz niechaj dzień w dzień patrzą na potęgę państwa i niech je pokochają, a skoro sobie jego wielkość uświadomią, niech pamiętają o tym, że stworzyli je ludzie śmiali, obowiązkowi i ożywieni poczuciem honoru, którzy w razie niepowodzenia nie pozbawiali państwa swych usług i męstwa, lecz najcenniejszą ofiarę składali mu w darze. Oddając bowiem życie dla dobra wspólnej sprawy zyskiwali nieprzemijającą sławę i najwspanialszy pomnik — nie ten grobowiec, w którym spoczywają, lecz pamięć ludzką, dzięki której żyje ich sława, ilekroć słowa lub czyny dadzą do tego sposobność. Grobem sławnych mężów jest cała ziemia, sławę ich głoszą nie tylko napisy na stelach w ich ojczystym kraju, lecz nawet na obczyźnie żyje o nich pamięć, nie pisana na pomniku, lecz w duszach ludzkich. Naśladujcie więc tych bohaterów! W zrozumieniu, że szczęście polega na wolności, a wolność na męstwie, nie uchylajcie się od niebezpieczeństw wojny. Nie ci, którym się źle dzieje, nie ci, którzy pozbawieni są nadziei powodzenia, mają uzasadniony powód do nieoszczędzania swego życia, lecz raczej ci, dla których waży się jeszcze zmiana losu, i ci, którzy by w razie niepowodzenia spadli z największej wysokości. Dla męża dumnego boleśniejsza jest przecież niesława związana z tchórzostwem niż śmierć, której nie czuje, gdy zastaje go w pełni sił, ożywionego nadzieją i wiarą we wspólne dobro. Dlatego i was, obecnych tutaj rodziców poległych, nie tyle opłakuję, ile raczej pocieszam. Wiecie bowiem, że zmienne są koleje życia ludzkiego, szczęśliwy zaś jest ten, kto tak jak ci oto najzaszczytniejszą śmierć znalazł, albo jak wy — najzaszczytniejszą boleść — i dla kogo życie kończy się równocześnie ze szczęściem. Wiem, że trudno was pocieszyć, gdyż obce szczęście przypominać wam będzie często to, z czego sami kiedyś byliście dumni; boleść nie wynika z braku tych dóbr, których się nigdy nie miało, lecz z utraty tego, do czego się przywykło. Także nadzieja na inne dzieci powinna pokrzepić tych, którzy jeszcze je mieć mogą; w rodzinnym bowiem życiu nowe dzieci pozwolą niejednemu zapomnieć o umarłych, a państwo osiągnie podwójną korzyść: uniknie wyludnienia i powiększy swe bezpieczeństwo. Nie może bowiem w sprawach państwa bezstronnie i uczciwie radzić ten, kto nie chce na równi z innymi narażać na niebezpieczeństwo własnych dzieci. Wy zaś wszyscy, których młodość już minęła, uważajcie za zysk, że większy okres swego życia spędziliście w szczęściu; wiedzcie, że druga część będzie krótka, i niech ulgę przyniesie wam sława waszych poległych synów. Jedynie bowiem miłość sławy się nie starzeje, a w starości nie tyle bogacenie się — jak niektórzy twierdzą — sprawia przyjemność, ile cześć, jakiej się doznaje. Przed obecnymi zaś tutaj synami i braćmi poległych widzę wielkie zadanie współzawodnictwa. Zmarłego bowiem każdy przywykł chwalić; dlatego mimo największych waszych wysiłków ludzie nigdy nie uznają was za równych zmarłym, lecz zawsze za trochę gorszych. Bo za żyjącymi, ponieważ mają rywali, idzie zawiść, zmarłych zaś, którzy nikomu nie przeszkadzają, życzliwie się ocenia i czci. Jeśli zaś mam także powiedzieć coś o męstwie kobiet, które żyć teraz będą w stanie wdowieństwa, to w krótkiej zachęcie zawrę całość: wielką dla was będzie chwałą, gdy będziecie postępować zgodnie z naturą kobiecą i takie wieść życie, żeby o was mężczyźni jak najmniej mówili, czy to dodatnio, czy ujemnie. W ten sposób, chcąc zadość uczynić tradycji, powiedziałem wszystko, co uważałem za stosowne w dzisiejszych okolicznościach; polegli zostali również uczczeni czynem z jednej strony przez uroczysty pogrzeb, z drugiej przez to, że dzieci ich od tej chwili aż do wieku młodzieńczego utrzymywać będzie państwo, dając pożyteczną nagrodę ofiarom tych zapasów wojennych oraz ich rodzinie pozostałej przy życiu; to państwo bowiem, które wyznacza najwyższe nagrody za męstwo, ma też najdzielniejszych obywateli. Teraz zaś, opłakawszy swych bliskich, rozejdźcie się.
Czego nauczył nas nasz ukochany Tata Romek Sopek Moja mowa pogrzebowa dla Taty - 7 marzec 2105. Nauczył nas, co znaczy było bardzo trudne, gdyż większość życia przepracował w czasach, w których owoce tej pracy nie służyły tym, którym służyć powinny. A jednak potrafił pokazać (i to zawsze przykładem), że wartość pracy jest nie zawsze w jej bezpośrednim rezultacie – że tkwi ona w wartościach większych: w uczciwości zawodowej, w dobrym wykształceniu, w rzetelności działania, w unikaniu politykowania w pracy i przez pracę, czy wreszcie w unikaniu jak ognia lenistwa, które tak psuje ludzką duszę. Nauczył nas też, szczególnie, gdy mieszkaliśmy w Gorzowie, czym jest i jaką ma wartość odpoczynek, a szczególnie w przyrodzie. Kiedy w tym szczególnym dniu o tym dziś myślę - jak ta sfera życia Taty wyglądała, na myśl przychodzi mi jedynie fragment z Norwida: jest „…praca- by się zmartwychwstało” … Nauczył nas skromności i pokory Zapewne nikt, kto znał Romka nie widział, ani nie słyszał go przechwalającego się swoim zasługami, osiągnięciami – i to w sprawach małych, domowych, ale i też tych zawodowych. Nie mam dziś żadnej wątpliwości, że to do Taty jak do nikogo innego stosują się słowa: …błogosławieni cisi i pokornego serca, albowiem oni posiądą ziemię” Tak szczerze mówiąc, tej skromności będzie nas uczył jeszcze bardzo długo – pozornie tylko już między nami nie obecny … Nauczył nas dobrego humoru Kiedy dokładnie tydzień temu, w poprzednią sobotę żegnaliśmy się przed moim wyjazdem, Romek, bardzo już przecież słaby wyszeptał z uśmiechem: pamiętaj, że Cię zapraszam, ja pytam „na co mnie zapraszasz?” – Romek: „No jak to na co – na wódkę!” Ten dobry humor u Romka, nawet gdy już tak długo cierpiał – był znakiem wielkiego dystansu do siebie samego … Myślę, że i tego będzie nas jeszcze długo uczył … Słabo z tym czasami u nas… Nauczył nas, iż niema większej wartości ponad rodzinę To właśnie Tacie zawdzięczam taką prostą i oczywistą, a jak często zapominaną myśl, że jesteśmy tu na tej ziemi tylko dzięki naszym rodzicom, naszym dziadkom, pradziadkom i wszystkim naszym przodkom aż do początków cywilizacji, jak również myśl (znów przekazaną nam przez Romka przykładem), że obowiązkiem naszym jest to światło istnienia w najoczywistszym wymiarze – nieść dalej – zakładając rodziny, rodząc i wychowując i wspierając dzieci… Nauczył nas, że tak naprawdę tylko to po nas istotnego pozostanie tu na ziemi… Nauczył tego, że dbanie o rodzinę nie jest funkcją tylko materialnych wartości, ale czegoś tak bardzo zwykłego i powszedniego, a tak często zapominanego: dobroci, tolerancji, codziennej troski … Nie mam żadnej wątpliwości, że ta nauka Romka będzie jeszcze długo wybrzmiewać… Nauczył nas tolerancji i poszanowania wolności drugiego… Wychowując nas, nigdy niczego nie narzucał. Sugerował, popierał, krytykował, ale ostatecznie wolność wyboru zostawiał nam. Na dobre i na złe. Jak wiemy, miał Romek po dziadku bardzo określone poglądy, ale nigdy nie posuwał się do nietolerancji, nawet wobec ludzi, którzy w tamtych złych czasach wybierali drogę przeciwnych wartości, niż te, które On i Jego Ojciec i całą nasza rodzina – wyznawali. Potrafił zrozumieć nawet tych, którzy mylnie czytając jego postawę, w czasach początków naszej wolności, tu w Łodzi, brali go za swojego wroga. Będąc przez nich skrzywdzonym nie stracił wiary w Solidarność i w sens całej naszej do wolności drogi… To jakiś paradoks, ale w tak podzielonej dziś Polsce - jak bardzo potrzebna będzie nam ta nauka tolerancji…. Nauczył nas tego, że gdy zbłądzimy możemy zawsze jeszcze dobrą drogę odnaleźć Pamiętam rozmowę z Tatą, teraz to będzie już pewnie jakieś dziesiątki lat temu, w której w bardzo rzadki dla niego sposób mówił mi, że o ile potrafimy przeprosić i zadośćuczynić za coś złego, nigdy nie jest za późno na poprawę siebie i naszych relacji z innymi. Ale mówił też, że z tym się nie zwleka, że moment, w którym zdamy sobie sprawę co robimy – powinien być momentem powrotu do dobrego. Nie „kiedyś tam”. Ta nauka pozostanie z nami na zawsze i to chcielibyśmy przekazać naszym dzieciom i wnukom…. Nauczył nas nie poddawania się do końca Jak wiemy wszyscy Tato cierpiał długie, bardzo długie lata. Ponieważ nigdy nie żalił się na swój los, ani nigdy nie buntował się przeciw niemu – można by pomyśleć, że się poddał. Nic podobnego! Kiedy znalazł się w szpitalu trzy tygodnie temu, był bardzo nerwowy, gdyż myślał, że chcą tam mu jakąś krzywdę zrobić. Kiedy Mama uspokoiła go i wytłumaczyła – wyjaśnił, o co chodziło – „przecież ja jeszcze chcę sobie pożyć”. Pomyślmy, wielu ludzi w takim stanie poddaje się i chce skończyć cierpienie. Tato widział to, co w życiu najważniejsze – życie samo – widzenie i czucie świata, myśli, spotkania z bliskimi bez względu na stan, a nawet znoszenie bólu - i w tym właśnie sensie – nigdy się nie poddał. Ale też nauczył nas tego, że ostatecznie poddać się musimy W tej postawie naszego Taty tkwi esencja życia. Ostatecznie musimy wszyscy z tego świata odejść. W tym sensie poddać się musimy. Nie ma takiej siły, jaka zapewniłaby nam na tym świecie wieczność, siłę i zdrowie… Ale jeśli nie będzie to kapitulacja, ani też krzyk buntu, ani szaleństwo lęku, ale pokorne stawianie czoła najgorszym fizycznym ograniczeniom; jeśli jest to pełna świadomość wszystkiego wokoło – to w tym jest prawdziwe zwycięstwo. Tak było, każdy, kto przebywał nawet krótko z Romkiem w tych ostatnich latach wiedział, iż nie mogąc już nawet mówić, rozumiał doskonale wszystko, co z Nim i wokół niego się działo. W tym sensie Romek dał nam największą i najważniejszą z lekcji, jakie mógł zostawić nam Ojciec, Mąż, wujek, sąsiad, znajomy, człowiek – lekcję umierania …Tato był poetą… Trudno wielu być może w to uwierzyć, ale tak, Romek tworzył prostą, jak obrazy Nikifora, poezję. Niemal wyłączną tematyką tej poezji było życie rodzin i tej, z jakiej się wywodził i tej jaką sam stworzył i tych jakie zapoczątkował w nas. I dlatego chciałby tę dzisiejszą laudację zakończyć trzema fragmentami z jego utworów. Pierwszy dłuższy poemat zaczynał się tak: Była kiedyś w wiejskim rudzkim siółku Rodzina Sopek, żyli w jednym podwórku. Pradziad Grzegorz to rolnik rasowy, O złej pracy na roli nie mogło być mowy. Na jeden z kolejnych zjazdów rodzinnych napisał te wersy:Mama każdego z osobna czule nas pożegna, Słowa dobroci nam wypowie. Jak złego ustrzec się poradzi, Mówiąc nam "Niech Was Bóg prowadzi". Takimi słowy nas żegnała, A każdemu do walizki coś wkładała. Dzieliła się czym mogła i czym miała, Bo wszystkich nas jednakowo kochała. A gdy nadszedł czas życia w "jesieni" zostali sami - i tego nikt nie zmieni. Taka jest bowiem kolej życia naszego, Że starość ustępuje na rzecz młodego. Ale już prawdziwie legendarny w naszej rodzinie jest pełen humoru poemat „Na Wesoło” Przeczytam tylko fragment: Wyjechali z Rudki Marysia, Janusz, Lolek, Romek, Mietek i Władek, Przybyli do miasta, na wsi został Dziadek. Romek, Lolek, Janusz, zostali technikiem. Marysia farmaceutą, Mietek lekarzem, Pułkownikiem Władek, rolnikiem - Dziadek. Romek, Lolek, Janusz bywali w teatrze, Na koncercie Marysia, w kawiarni Mietek, Władek, A w stajni i oborze zostali Babcia i Dziadek. Romek, Lolek, Janusz pijali szampana, Koniak pili Mietek, Władek. Czarna kawę Marysia, a maślankę Dziadek. (…) Wszyscy maja brzuszki, Sił nabiera Mietek, Władek, Rumieńce ma Marysia, Szczupły tylko pewien, że Romek uśmiecha się dziś do nas wiedząc, że tak bardzo wszystko ceniliśmy jego ten jego przedni humor. I pozwólcie, że właśnie TYM radosnym akcentem zakończę tę mowę…..
Dziadek jest zwykle tą osobą, która patrzy przez palce na poczynania swoich wnuków. Dlatego też mowa pogrzebowa powinna tchnąć miłością, wspomnieniami dzieciństwa i tym co dziadek starał się przekazywać młodszemu pokoleniu. To ostatnie pożegnanie należy tak skonstruować, by słuchacze w swej wyobraźni zobaczyli ciepłego człowieka, który kochał swoją rodzinę. Niestety świat jest tak ułożony, że odchodzi wcześniej niż byśmy tego chcieli. I chociaż każdy z nas zdaje sobie z tego sprawę, to żal jaki jest w człowieku nie pozostawia miejsca na racjonalne myślenie. Jak napisać ostatnie pożegnanie dla dziadka? Dobre przemówienie na pogrzebie dziadka, jego ostatnie pożegnanie, powinno być emocjonalne, pełne empatii i współczucia, ale przede wszystkim nie powinno być pozbawione wzruszających treści. Wnukowie którzy wygłaszają mowę na cmentarzu, nad grobem swojego dziadka muszą opowiedzieć o miłości jaka ich łączyła. Nie mogą to być jednak suche słowa, które każdy mógłby wypowiedzieć. Należy wspomnieć to, co było ważne w relacjach z dziadkiem. Trzeba opowiedzieć o wspólnych spacerach, o tym jak się bawiliście, o tym jak ukradkiem, by rodzice nie widzieli, wkładał ci do ręki banknot, byś sobie mógł coś kupić, jak śmialiście się do rozpuku. W życiu każdego wnuka i każdego dziadka są takie chwile, które pozostają w pamięci na całe życie i wygłaszając mowę pogrzebową należy je uwydatnić. Ważnym elementem przemówienia jest wspomnienie o miłości jaką dziadek darzył babcię. Oczywiście nie zawsze da się to zrobić, gdyż życie pisze różne scenariusze, ale gdy ta miłość rzeczywiście była, wówczas trzeba przytoczyć jakieś wspomnienie, gdy jako dziecko widziałeś tę miłość. Trudno jednoznacznie powiedzieć co to może być, ale przecież zwykłe trzymanie ręki, przytulenie się dwojga starszych ludzi czy inna sytuacja okazują uczucia. Bez wątpienia należy pamiętać, że mowa na cmentarzu powinna być też pewnym hołdem dla dziadka. Trzeba wspomnieć o tym co dobrego zrobił dla rodziny i dla ludzi obcych, co lubił robić poza pracą zawodową oraz jak bardzo oddawał się zajęciom zawodowym. Przecież w życiu każdego człowieka odnajdzie się chwile specjalne, niepowtarzalne i warte zapamiętania. Na zakończenie powinno się wyrazić współczucie dla wszystkich tych, którzy dziadka kochali oraz podziękowania za to, że zechcieli towarzyszyć mu w ostatniej drodze. Mowa pogrzebowa dla dziadka musi być niezwykła. Ostatnie pożegnanie tak ważnej dla wnuków osoby jest chwilą smutną, ale i wzruszającą. Mów tak, aby oprócz słów ludzie usłyszeli również łkanie twojej duszy.
mowa pogrzebowa dla taty forum